poniedziałek, 29 października 2012

Nigdy się nie poddawaj

Klikając sobie na rożne strony znalazłam fantastyczny filmik. Jest on na http://maria-mojawizjazdrowia.blogspot.com/ a teraz tez u mnie :)
Zachęcam do zamieszczania go na swoich blogach niech każdy ma okazję to zobaczyć:


Silna motywacja, wiara i miłość - klucz do sukcesu:)

sobota, 27 października 2012

Surowa dieta, chlorofil, zielona krew

Zielona krew i energia enzymów.


...„Jednym z podstawowych składników, który jest niezwykle cenny a występuje w dużej ilości w zielonej żywności jest chlorofil. Mówiąc o zielonej żywności mam na myśli, przede wszystkim, sok z młodego jęczmienia oraz chlorelle będącą jednokomórkową algą. Ilość chlorofilu z młodym jęczmieniu jest bardzo wysoka, natomiast chlorella może pochwalić się największa jego zawartością wśród wszystkiego na naszej planecie, co można nazwać pokarmem.
Wiadomo, że forma wiąże się z funkcją. A funkcją chlorofilu w układzie słonecznym jest odżywianie wszystkiego, co żyje na ziemi. Wykorzystuje on nie tylko te promienie słoneczne, niezbędne w procesie fotosyntezy, ale pochłania także te szkodliwe. Uszkodzenie roślin podobne jest do tego, na jakie cierpi nasza skóra, gdy nadmiernie wystawiamy ją na słońce. Ze względu na oczywiste podobieństwo i prawie identyczną strukturę chlorofilu i hemoglobiny (składnik krwi transportujący tlen), kompleksy substancji, które otaczają chlorofil są prawie takie same jak te tworzące naszą krew. Innymi słowy, chlorofil jest – z jednym wyjątkiem – taki sam jak nasza krew. Tym wyjątkiem jest to, że głównym elementem chlorofilu jest magnez, a krwi żelazo.
Niektórzy naukowcy przypuszczają, że chlorofil ma zdolność uwalniania ze swego wnętrza magnezu i pochłaniania żelaza, w wyniku czego staje się on hemoglobiną, a więc dosłownie ludzką krwią. Ten fakt zwiększa zdolności organizmu do transportowania tlenu. Kiedy organizm nie otrzymuje odpowiedniej ilości tlenu, dochodzi do zaburzeń wielu jego funkcji. Natomiast jeśli stworzy się środowisko, w którym jest więcej tlenu, będą się w nim dobrze czuć bakterie aerobowe. Są one przyjazne, podobnie jak bakterie acydofilne, które chronią wnętrzności. Zatem kiedy przyjmujemy do organizmu chlorofil tworzymy środowisko, w którym zdolność przenoszenia tlenu jest doprowadzona do pozytywnie ekstremalnego poziomu. Kiedy transportowana jest większa ilość tlenu pozbywamy się więcej CO2, co obniża stres, przez co wytwarzane jest więcej energii i siły. Co najważniejsze tworzy się środowisko aerobowe, w którym choroby nie mają tak dużej szansy ponieważ nie mogą rozpocząć okresu inkubacji. Nie dotyczy to jedynie bakterii chorobotwórczych. Istnieją bowiem również bakterie, które mają wpływ na nasz oddech i zapachy ciała, ponieważ są to martwe gnijące bakterie anaerobowe. Dopóki w organizmie istnieje środowisko aerobowe, nie mogą w nim istnieć bakterie anaerobowe. Organizm je eliminuje i w ten sposób tworzy nadzwyczaj zdrowe środowisko.
Mimo ogromnej pożyteczności chlorofil sam w sobie dużej siły nie ma. Mianowicie, gdybyśmy go oddzielili od rośliny, od której pochodzi, oddzielilibyśmy go równocześnie od enzymów, pierwiastków śladowych, lekkich protein, a więc w zasadzie od środowiska dającego mu zdolność wykonywania należących do niego funkcji. Gdy spożywamy zielone artykuły żywnościowe, zielone warzywa, w rzeczywistości wytwarzamy z nich sok. Przeżuwając warzywa, czy surowy zielony pokarm, wyciskamy z nich sok roznoszony śluzówkami górnego układu pokarmowego, przez co wartości odżywcze są natychmiast biologicznie dostępne. Przenikają wprost na poziom komórkowy, gdzie stają się budulcem i katalizatorem. Musimy zrozumieć, że artykuły żywnościowe spełniające funkcje katalizatorów są wielokrotnie pożyteczniejsze niż pojedyncza witamina lub minerał. Zielone artykuły zawierają fitonutrienty, które wywołują chemiczne reakcje oczyszczające i odnawiające oraz zwiększają odporność. Kiedy uświadomimy sobie, że 95% Amerykanów konsumuje pokarm, który nie jest zdolny zapewnić zdrowego życia bez chorób, wtedy zrozumiemy ile dla nas znaczy taki zielony lek. Ale mówi się, że nie ma cudownego leku, ani żadnego plastra, który byłby dobry na wszystkie choroby. Jeśli jednak istnieje wspólny mianownik problemów, to ten, że 95 % cierpi na różne choroby w wyniku niedoboru tego specyficznego zielonego pokarmu. Jeżeli więc znaleźliśmy wspólną przyczynę chorób, to do odkrycia „wszechleku” pozostaje nam tylko mały kroczek !
Gdy mówimy o chlorofilu należy również wspomnieć o enzymach, które ludzkie ciało także bezwzględnie potrzebuje. Zielone produkty zawierają zarówno enzymy antyoksydacyjne, jak i trawienne. Zielona żywność zawiera kompleksy enzymów podobnych do tych, które powstają w naszym organizmie. Ten fakt staje się niezmiernie ważny, gdy uświadomimy sobie, że nasz organizm dysponuje tylko ograniczoną zdolnością produkowania tychże enzymów !
Ludzie bardzo często nie rozumieją istoty enzymów. Powinniście wiedzieć jedno: przez gotowanie i przetwarzanie żywności niszczymy enzymy, a jedynie surowy, niegotowany i niepasteryzowany pokarm je zachowuje. Nie istnieje lepsze źródło enzymów antyoksydacyjnych, jak i trawiennych, niż zielona żywność. Zielone artykuły żywnościowe, które zawierają chlorofil, mają nadmiar enzymów antyoksydacyjnych. A enzymy antyoksydacyjne, to te, które chronią roślinę przed uszkodzeniem słonecznym i przed konsekwencją ultrafioletowego i radioaktywnego promieniowania. Jak już wspomniałem wcześniej, te promienie są podobne do tych, przed którymi staramy się ochronić skórę podczas opalania. Tak samo jak słońce w nadmiernej dawce uszkadza naszą skórę, uszkadza i liście. Liście są natychmiast leczone i pokrywane ochronnymi proteinami.
Główną funkcją chlorofilu jest reagowanie na słońce i jego szkodliwe oraz dobroczynne promienie. Dlatego ma on do dyspozycji cały arsenał enzymów, które chronią roślinę. Aby móc wyobrazić sobie jaką siłę posiada chlorofil, jak bardzo przyciąga słońce, będziecie potrzebowali lupy. A nawet trzech lup i trzech kartek papieru – zielonej, czarnej oraz białej. Gdy weźmiecie lupę i umieścicie ją między kartką papieru i słońcem, zorientujecie się, że zielony papier zapali się dwa razy szybciej niż czarny. To będzie chyba zaskoczenie dla tych, którzy przypuszczali, że to właśnie czarny papier będzie najbardziej przyciągał słońce. Każdy, kto kiedykolwiek przeszedł się po asfalcie bosą stopą, powie, że czarny kolor przyciąga ciepło. Jednak zielony kolor przyciąga promienie słoneczne najbardziej ze wszystkich kolorów, co można zilustrować za pomocą w/w prostego testu.
Kolejnym przykładem siły chlorofilu i zielonej żywności jest doświadczenie z lekcji biologii w szkole średniej. Wzięliśmy szklany klosz, a pod nim umieściliśmy świeczkę. Po krótkiej chwili świeczka wyczerpała prawie całą ilość tlenu i zgasła. Gdy powtórzycie to doświadczenie i pod kloszem umieścicie zwykłą roślinkę mięty, świeczka będzie palić się dalej a tlen nie zostanie wyczerpany. Taką siłę mają rośliny zielone a mikrokosmos na ziemi funkcjonuje podobnie.
Rośliny zielone dzięki chlorofilowi unieszkodliwiają produkty oddychania, palenia, spalin oraz wyziewów z kominów fabrycznych (przede wszystkim CO2 zamieniając go w dający nam życie tlen) Zarówno przez przyjmowanie do organizmu enzymów trawiennych i antyoksydacyjnych, jak i przez zwiększanie ich objętości, mamy szanse utrzymać potencjał własnych enzymów. Powiedzmy, że byłoby nam dożyć 120 lat pod warunkiem, że 75 % enzymów otrzymywalibyśmy z żywności, a 25 % enzymów wytworzyłby masz organizm na poziomie komórkowym. Dziś to wygląda jednak odwrotnie. W przybliżeniu 75 % enzymów, których potrzebujemy, nasz organizm produkuje własnym nakładem, a niecałe 25 % przyjmujemy w formie pożywienia. Przypuśćmy zatem, że z pokarmu uzyskujemy tylko 25 % enzymów, które powinniśmy przyjmować. Z tej uproszczonej kalkulacji wynika, że dożywamy tylko 25 % zakładanej długości życia (tzn. 70 do 80 lat). Jestem przekonany o tym, że dzięki konsumpcji zielonych artykułów żywnościowych, zawierających potrzebne do życia enzymy znacznie przedłużylibyśmy sobie życie. Każdy z nas powinien odrzucić złe nawyki żywieniowe, które wyczerpują zapasy naszych enzymów.
Czy wiecie, że kiedy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem, nasze ciało błyskawicznie wytwarza enzymy, które zajmują się ewentualnym karcynogenem ? Podobna reakcja ma miejsce, gdy jemy gotowane, czy przetworzone produkty, które nie potrafią się same rozłożyć. Organizm sam wyprodukuje enzymy zdolne rozłożyć pożywienie. Kiedy przeżywamy stres prowadzący do uwalniania wolnych rodników, dlatego, że krzyczymy i tracimy nerwy, organizm momentalnie wytwarza enzymy, które sobie z tym radzą. Lecz pewnego pięknego dnia, gdy znów będziemy liczyć na swoje enzymy i zjemy coś rafinowanego na śniadanie, będziemy wdychać zanieczyszczone powietrze, napijemy się trochę chlorowanej wody i przeżyjemy te wszystkie małe stresy, które wyczerpią nasz zapas enzymów, nasze ciało powie” „Wiesz Ty co ? Enzymy już się skończyły. Nie trzeba było tak mnie obciążać!”
Od tego momentu zaczynamy nagle się starzeć, choroba zaczyna stanowić normalną część naszego życia, a na koniec umieramy. Pozwólcie więc, że powtórzę. Urodziliśmy się z potencjałem enzymów i ograniczoną możliwością ich wytwarzania. Bądźmy odpowiedzialni i spożywajmy pokarmy, które są zdolne samodzielnie się rozłożyć. Enzymy są więc katalizatorami naszego ciała. Są to twórcze proteiny, a organizm wytworzył każdy z nich, aby pełnił specyficzne funkcje, które są tak różnorodne i złożone, że nie jesteśmy w stanie zastąpić ich sztucznie otrzymanymi substancjami.”
*źródło: http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=musia 


A na dokładkę genialny wykład Viktorii Boutenko:

Ja niestety nie jestem na surowej diecie - jeszcze. Myślę że śmiało mogę powiedzieć, że jestem na 50%. Moim dużym sukcesem jak na tą chwilę jest to, że od początku lipca nie jem mięsa. Nie wykluczyłam jak dotąd z mojego menu jaj, sera i ukochanego chleba - z tym będzie mi trudno.  Nie czuję się z tego powodu źle. Wiem, że przyjdzie czas kiedy w naturalny sposób zrezygnuję i z tych artykułów. Cieszę się natomiast, że prawie codziennie piję zielone szejki. Zjadam wiele owoców i warzyw. Nieporównywalnie więcej niż np. rok temu.
Planuję posianie trawy pszenicznej a po przeczytaniu artykułu Macieja Musiałowicza również jęczmienia. Jak tylko się za to zabiorę, przedstawię na blogu fotorelację.
Gratuluję wszystkim surojadkom i życzę powodzenia wszystkim na dobrej drodze do naturalnego jedzenia :))

wtorek, 23 października 2012

Po audycji

Jestem świeżo po odsłuchaniu audycji w http://radionafali.com/sluchaj.html - http://spectrumrozwoju.com/. PODAM LINK JAK TYLKO SIĘ POJAWI. Już jest :)http://archiwum.radionafali.com/spectrum/Spectrum_2012-10-23.mp3
Audycja jak zawsze super. Są jednak sprawy z którymi nie mogę się całkowicie zgodzić. Dziewczyny (prowadzące) wspólnie stwierdziły, że afirmacje to właściwie kropla w morzu. Nie wystarczą aby coś zmienić w życiu. Ok, zapewne jest jeszcze wiele innych aspektów, którymi należy się posiłkować aby osiągnąć w życiu spełnienie i szczęście. Ja jednak uważam, że afirmacją jest każda nasza myśl, każde uczucie. Wyobrażenie swojej własnej osoby i otoczenia. Nikt nie powie mi, że jest inaczej. Mam to sprawdzone na sobie i to od dziecka.
Kiedy miałam naście lat bardzo podobało mi się mieszkanie mojej cioci. Pomyślałlam taż kiedyś takie będę miała. I co? Dwa lata temu przeprowadziłam się do podobnego, nieco większego lokum:)
Każda mała dziewczynka marzy o księciu z bajki. Ja zawsze wiedziałam - wyobrażałam sobie, że mój mężczyzna będzie wspaniały, jedyny i wyrozumiały. Mam!!! Od 17-stu lat:) Jestem z natury osobą, która lubi wprowadzać w życie swoje pomysły, tak o sobie myślę i to się sprawdza. Oczywiście albo raczej niestety nie zawsze myślę i wyobrażam sobie wszystko w pozytywach. Mam swoje gorsze dni a czasem miesiące. Ale gdzieś w moim przekonaniu wiem, że idę w dobrym kierunku. Pobieram lekcje, które mnie uczą, kierują na dobrą ścieżkę. Reasumując: w moim pojęciu afirmacje to nie tylko pisanie czy wypowiadanie wyuczonych tekstów. Afirmacje to każda myśl pojawiająca się w naszym sercu. To marzenia w głowie małej i dorosłej istoty. To wiara w swoje przekonania i swoją wartość.
Pewnie to w jaki sposób myślimy ma bardzo wiele wspólnego z naszym wychowaniem, ale wszyscy mamy poczucie własnego ja, własnej istoty i musimy życzyć sobie dobrze. Akceptować siebie. Wiem, że nie zawsze jest to proste. Los stawia nam na drodze różne poprzeczki, wysokie i niskie. Uważam jednak, że nigdy nie spotka nas nic z czym nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Jeśli mamy duży i bardzo skomplikowany problem to znaczy, że jesteśmy tak mocni, wielcy, że damy radę. Możemy sobie przepracować wiele historii. Medytacja, wyciszenie, oczyszczenie, uśmiech oraz pozytywne myśli, energia prosto z naszych serc ma ogromną moc!!!!

sobota, 20 października 2012

Pierwszy organ w naszym ciele

 Bardzo często w ostatnich kilku tygodniach dociera do mnie i potwierdza się to, czego bardzo sobie życzyłam. Chciałam aby tak było. Myślę, że nie tylko ja ale i większość ludzi.
Nauka jest ściśle powiązana z duchowością. Serce jest zaczątkiem wszystkiego.

Gregg Braden świetnie opisuje inteligencję i moc naszych serc. Intencja, myśl, uczucie które ma źródło w sercu jest przekazane za pośrednictwem mózgu do naszych komórek. Myśl ta ma ogromną moc, emanuje energią, ma wpływ na otoczenie.

wtorek, 16 października 2012

Afirmacja

Afirmacja (łac. affirmare, potwierdzać, zapewniać) – deklaracja, że dane twierdzenie jest prawdziwe
Afirmacja – w psychologii zdania wpływające na poziom samoakceptacji.
Afirmować siebie to stymulować rozwój osobisty, poprzez akceptację siebie. Afirmacja polega zazwyczaj na powtarzaniu pozytywnych twierdzeń na temat własnej osoby, co ma prowadzić do identyfikacji z ich treścią. Afirmacja jako psychotechnika wykorzystuje mechanizm autosugestii i medytacji w celu wzmacniania poczucia akceptacji u osoby ją stosującej.
*źródło: wikipedia.org


Zapraszam serdecznie do opublikowana swoich afirmacji. Dobrze jest zacząć od pisania swoich intencji w kajeciku. Potem czytanie ich w myślach z czasem na głos. Super efekty daje wypowiadanie ich patrząc na swoje odbicie w lustrze. Podzielcie się swoimi. Ważna jest forma takiej myśli. Wypowiadajmy afirmację w czasie teraźniejszym, dokonanym. Nie należy mówić, np. "Nie jestem nerwowa" lepiej: " Jestem spokojna, rozluźniona". Lepszy efekt przynosi afirmacja z użyciem swojego imienia i nazwiska, staje się bardzie osobista. Polecam stosowanie afirmacji odmieniając ją przez osoby. Często myślimy o sobie nie tylko jako "ja" ale "ona", "ty".
 Zazwyczaj piszę minimum 15 razy: 5x Ja,.....,
                                                                        5x Ty,......,
                                                                        5x Ona,......
Zmienia się dzięki temu postrzeganie nas przez nas samych ale i otoczenia. Pamiętajmy że myśl oddziałowuje na wszystkich obok nas i jeszcze dalej. A wraca ze zwiększoną mocą!!!
Idea jest dobra, przyłączcie się :)