poniedziałek, 31 grudnia 2012

Trawa pszeniczna i życzenia na każdy Nowy Rok

Jak już w ostatnim poście zasygnalizowałam, posiałam trawę pszeniczną. I udało się :) W celu pochwalenia się zamieszczam fotki.
Pod tym linkiem znajdziecie informacje jak cudownie sok z trawy pszenicznej działa na nasze organizmy. Smacznego!!!
Nasiona moczyłam, przepłukiwałam i czekałam aż wykiełkują na ok 0,5cm

 Nasionka posadziłam 21.12.2012 rano

 A taka ładna trawa była 27.12.2012



 Postanowiłam skosztować i trochę jej skosiłam :)


 Nie wyszło tego dużo. Zapach był szalenie intensywny i apetyczny.



Zaznaczyłam pisakiem odpowiednio: 25, 50, 100 ml. Oceniam że wyszło ok 40 ml. Kiedy skosztowałam to smak przypomniał mi coś z dzieciństwa. Do tej pory nie wiem co to było, może jeszcze kiedyś mi się przypomni. W każdym razie, według mnie, smak bardzo słodki, wręcz mdlący. Nie byłam w stanie wypić więcej niż ok 25-30 ml. Ale soczek się nie zmarnował gdyż moje szczurki i piesek zlizywali mi sok z reki aż im się uszy trzęsły :)

                              NA NOWY 2013 ROK
ŻYCZĘ WSZYSTKIM DUŻO MIŁOŚCI, RADOŚCI, DOBRYCH DECYZJI, SPOKOJU, MIŁOŚCI, PEWNOŚCI, POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA, OTWARTOŚCI NA ZMIANY, WIARY W SIEBIE I W SWOJĄ INTUICJĘ, MIŁOŚCI, WYTRWAŁOŚCI, ZGODY, ZROZUMIENIA, CIERPLIWOŚCI, JESZCZE RAZ MIŁOŚCI ORAZ ...................................... TEGO CZEGO WAM POTRZEBA NO I OCZYWIŚCIE MIŁOŚCI :)


piątek, 21 grudnia 2012

Nowy dzień

Wstałam rano obudzona sms'em. Jakoś mnie to nie zdenerwowało, choć planowałam pospać dłużej. Spojrzałam tylko w okno i uśmiechając się do świata, odpisałam. Poleżałam jeszcze chwilkę i czułam błogi spokój, dalej czuję. Pewność, bezpieczeństwo. Trochę jakby to nie ja a może to właśnie Ja :)
Dziękuję za ciepłą noc
Dziękuję za porannego sms'a
Dziękuję za uśmiech moich dzieci
Dziękuję za kiełkujące nasionka pszenicy
Dziękuję za poranny spacer
Dziękuję za cuda na mojej drodze



poniedziałek, 26 listopada 2012

Kocham Cię

Dziś miałam niesamowity dzień. Niemal o każdym kogo dziś zobaczyłam myślałam, że go kocham. W pewnym momencie wystraszyłam się, że nad tym nie zapanuję i zamiast pomyśleć, wysłać energię - powiem to na głos. Wyobrażacie sobie, że mija was obca osoba i mówi "kocham cię"? Właściwie jeśli powiesz to komuś kogo może nie zobaczysz już nigdy więcej to nawet nie będzie to miało niechcianej konsekwencji, ale jeśli usłyszy te słowa np. sąsiad albo pani w ulubionym sklepie... hi hi, możesz zostać źle zrozumianym.
Niesamowite. Miłe. Wesołe. Fantastyczne. Piękne. Czyste. Radosne. I cały czas z uśmiechem na twarzy.
Cudowne jest to, że mi się chce. Moje lenistwo odchodzi, nie ma go. Chce mi się rano wstać, ba -chce mi się w nocy wstać kiedy woła dziecko. Żaden problem. Wstaję, cieszę się, że zobaczę śliczną kochaną twarzyczkę. Chce mi się ugotować obiad, choć wiem że zje go tylko jedna cudowna osoba, inni pokręcą nosem. Chce mi się wyjść z domu. Porozmawiać z córką. Chce mi się przepłynąć 60 długości na basenie i czuję się wspaniale. Co się stało? Dlaczego a raczej dzięki czemu mi się chce? Co spowodowało, że patrzę na kogoś i myślę "kocham"?
Czuję, że dzieje się coś dobrego. Nie mogę doczekać się co będzie dalej. Jestem tu i teraz i śmieję się do siebie samej. Odkrywam jaka moc w nas drzemie. Jak wiele można osiągnąć przez oczyszczenie swojej głowy, myśli. Ukierunkowanie na właściwy tor. Napiszę to już po raz kolejny. Myśl ma ogromną moc. Płynąca prosto z serca tworzy w okół aurę. Moc ta płynie z ogromną energią do wszystkich, wszystkiego na świecie. I wraca. To jest cudowne. Wraca ze zwiększoną siłą.
Mówmy piękne słowa, piszmy piękne listy, dziękujmy, bądźmy wdzięczni, dostrzegajmy dobre cechy w sobie i innych, bądźmy serdeczni, troszczmy się o bliskich, szanujmy wszelkie stworzenie...
Otwórzmy umysły, duszę, serce. Słyszycie jak ta mala istotka w naszym ciele podpowiada, dobrze radzi? To intuicja, może instynkt, albo świadomość. Wsłuchajmy się w to wnętrze. Posiedźmy w ciszy, wdech, wydech, bądźmy :)
Dziękuję

 http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=l2fpMaW86_0

piątek, 16 listopada 2012

Przekroczyć Horyzont Zdarzeń

Jeszcze jeden film z serii ulubione :)

Miłego oglądania:)

Elektryczna natura świata

Wspaniały film mówiący o naturze świata.  Słońce, gwiazdy, plazma, elektrokosmologia.



 "Niestety" na to co pochodzi z natury licznika nie założymy.
 Mam przeogromne wrażenie, że to dzieje się w kosmosie, w naturze nas otaczającej dzieje się w nas. W naszych ciałach. Świat jest organizmem składającym się z cząstek, tak jak my składamy się z komórek...To my jesteśmy cząstkami świata.  Kiedy w filmie była mowa o plazmie jakoś skojarzyło mi się to z płynem międzykomórkowym, który wypełnia przestrzeń, doprowadza substancje odżywcze do naszych komórek. Ale to takie moje przemyślenia...

niedziela, 4 listopada 2012

Kamień z serca

Przez całe swoje życie doświadczamy różnych zdarzeń, sytuacji, uczuć. Chyba każdy się kiedyś przestraszył, jeśli to było silne przeżycie to pamiętamy je do dziś. Macie tak? Podobnie jest z innymi uczuciami. Pamiętamy wydarzenia z którymi wiąże się uczucie wzruszenia, smutku, radości, złości, miłości, nienawiści... Wrzucamy do swojego worka momenty które nas uskrzydlają, sprawiają, że czujemy się lekko i dają "kopa" do dalszej drogi. Wrzucamy jednak też ciężkie, kujące i doskwierające doświadczenia. Uczucia, które zawsze, choć przykryte stertą innych, wypływają w niespodziewanym momencie. Dobrze więc uporać się ze swoimi ciężkimi, niewygodnymi, sprawami - relacjami z drugim człowiekiem. Bo przecież zawsze o to chodzi. O relacje. Coś zostało powiedziane, coś usłyszane. Ktos zrobił nietaki gest, ja z czymś się wygłupiłam. Znalazłam się w sytuacji, która zapadla w pamięci na dobre i nie chce zniknąć. Ktoś mnie skrzywdził, ktoś wykorzystał, ja kogoś obraziłam, wykorzystałam, pomyślałam źle o kimś. Takich chwil jest tysiące...niestety. Człowiek idzie przez swoje życie popełniając błędy. Im więcej miłości na tej drodze tym błędów mniej. Trudno jednak uniknąć wrzucenia kilku kamyków do swojego worka. Kiedy staje się ciężki przytłacza i coraz trudniej się wyprostować, spojrzeć komuś w oczy. Co zrobić aby wyrzucić ten balast?
Jednym ze sposobów jest WYBACZENIE. Nie takie kiedy Cie przeproszą a Ty powiesz ok, niema sprawy. Prawdziwe przebaczenie płynące z serca.
Jakie sposoby?:
Czytałam kiedyś o pisaniu listów. Myślę, że to świetny pomysł. Można napisać do osoby która w jakiś sposób nas skrzywdziła. Wyrzucić wszystkie żale, ale też się zastanowić, spróbować zrozumieć i przebaczyć - bez przymusu. To ważne aby się nie zmuszać. Przebaczenie musi płynąć z serca. Można też napisać kiedy kogoś się skrzywdziło. Przeprosić, opowiedzieć o motywacjach jakie nami kierowało. Pochylić głowę, prosząc o przebaczenie i wybaczyć sobie samemu. List można wysłać ale jeśli się sami z tym uporamy, lepiej go, np. spalić. Iść na spacer, pobiec, popatrzeć w niebo, dotknąć ziemi, poczuć moc, przebaczyć... spalić list - rytuał.
Można również podjąć próbę rozmowy z osobą która nas skrzywdziła, ale i z pokrzywdzoną. Warunek tylko aby nie osiągnąć odwrotnego skutku. Wszystko musi płynąć z serca. Warto czasem zaryzykować.
Jeśli zadra w sercu jest świeża, poczekajmy. Czas pomaga w innym spojrzeniu na sprawę. Ja sama często działam impulsywnie i wiem, że chwila oddechu, zastanowienia, pobycia ze swoimi myślami potrafi zmienić perspektywę.
Wybaczenie, uczucie tuż po, unosi nad ziemią. Jest to cudne zrzucenie balastu. Od tego momentu energia nie jest spalana w negatywnych splotach. Mamy więcej mocy na pozytywne aspekty życia.
Każdego dnia są sytuacje na które reagujemy impulsywnie. Często negatywnie. Ranimy przez to siebie i innych. Uczmy się kochać. Miłość jest cudowną bronią, cudowną ochroną, odwagą, szczęściem.  Każdy ma prawo do błędów = lekcji. Nie tłum emocji. Kiedy Ci smutno - płacz. Kiedy się wzruszasz płacz i śmiej się. Kiedy jesteś szczęśliwy tańcz, śpiewaj, podziel się tym. Kiedy ktos Cię zrani, powiedz o tym. Szczególnie bliskim, powiedz, że coś Cię boli, rani, smuci. Bliska osoba nie chce Cię krzywdzić. Jeśli to robi - nie jest świadoma. Powiedz o tym, zakończ cierpienie. Przeproś, kiedy powiesz dwa słowa za dużo. Często coś mówimy tylko po to aby sobie ulżyć, nie chcąc drugiego skrzywdzić. Jeśli sprawy nie "utniemy w zarodku" może urosnąć do ogromnych rozmiarów. Zdarza mi się obrazić na męża. Po godzinie pamiętam tylko, że jestem obrażona, za co - nie wiem. Nic ważnego. Po co więc się męczyć? Lepiej pogadać, przytulić, nim urośnie do rangi wielkich sporów o nic.
Życzę Wszystkim otwartych Serc. Łaski wybaczenia sobie i bliźnim. Zrzucenia kamienia z serca, niepotrzebnego balastu. Wybacz aby zrobić krok w przód, nie stój w miejscu.

Hymn o miłości (1Kor 13,1-8)
1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje...




poniedziałek, 29 października 2012

Nigdy się nie poddawaj

Klikając sobie na rożne strony znalazłam fantastyczny filmik. Jest on na http://maria-mojawizjazdrowia.blogspot.com/ a teraz tez u mnie :)
Zachęcam do zamieszczania go na swoich blogach niech każdy ma okazję to zobaczyć:


Silna motywacja, wiara i miłość - klucz do sukcesu:)

sobota, 27 października 2012

Surowa dieta, chlorofil, zielona krew

Zielona krew i energia enzymów.


...„Jednym z podstawowych składników, który jest niezwykle cenny a występuje w dużej ilości w zielonej żywności jest chlorofil. Mówiąc o zielonej żywności mam na myśli, przede wszystkim, sok z młodego jęczmienia oraz chlorelle będącą jednokomórkową algą. Ilość chlorofilu z młodym jęczmieniu jest bardzo wysoka, natomiast chlorella może pochwalić się największa jego zawartością wśród wszystkiego na naszej planecie, co można nazwać pokarmem.
Wiadomo, że forma wiąże się z funkcją. A funkcją chlorofilu w układzie słonecznym jest odżywianie wszystkiego, co żyje na ziemi. Wykorzystuje on nie tylko te promienie słoneczne, niezbędne w procesie fotosyntezy, ale pochłania także te szkodliwe. Uszkodzenie roślin podobne jest do tego, na jakie cierpi nasza skóra, gdy nadmiernie wystawiamy ją na słońce. Ze względu na oczywiste podobieństwo i prawie identyczną strukturę chlorofilu i hemoglobiny (składnik krwi transportujący tlen), kompleksy substancji, które otaczają chlorofil są prawie takie same jak te tworzące naszą krew. Innymi słowy, chlorofil jest – z jednym wyjątkiem – taki sam jak nasza krew. Tym wyjątkiem jest to, że głównym elementem chlorofilu jest magnez, a krwi żelazo.
Niektórzy naukowcy przypuszczają, że chlorofil ma zdolność uwalniania ze swego wnętrza magnezu i pochłaniania żelaza, w wyniku czego staje się on hemoglobiną, a więc dosłownie ludzką krwią. Ten fakt zwiększa zdolności organizmu do transportowania tlenu. Kiedy organizm nie otrzymuje odpowiedniej ilości tlenu, dochodzi do zaburzeń wielu jego funkcji. Natomiast jeśli stworzy się środowisko, w którym jest więcej tlenu, będą się w nim dobrze czuć bakterie aerobowe. Są one przyjazne, podobnie jak bakterie acydofilne, które chronią wnętrzności. Zatem kiedy przyjmujemy do organizmu chlorofil tworzymy środowisko, w którym zdolność przenoszenia tlenu jest doprowadzona do pozytywnie ekstremalnego poziomu. Kiedy transportowana jest większa ilość tlenu pozbywamy się więcej CO2, co obniża stres, przez co wytwarzane jest więcej energii i siły. Co najważniejsze tworzy się środowisko aerobowe, w którym choroby nie mają tak dużej szansy ponieważ nie mogą rozpocząć okresu inkubacji. Nie dotyczy to jedynie bakterii chorobotwórczych. Istnieją bowiem również bakterie, które mają wpływ na nasz oddech i zapachy ciała, ponieważ są to martwe gnijące bakterie anaerobowe. Dopóki w organizmie istnieje środowisko aerobowe, nie mogą w nim istnieć bakterie anaerobowe. Organizm je eliminuje i w ten sposób tworzy nadzwyczaj zdrowe środowisko.
Mimo ogromnej pożyteczności chlorofil sam w sobie dużej siły nie ma. Mianowicie, gdybyśmy go oddzielili od rośliny, od której pochodzi, oddzielilibyśmy go równocześnie od enzymów, pierwiastków śladowych, lekkich protein, a więc w zasadzie od środowiska dającego mu zdolność wykonywania należących do niego funkcji. Gdy spożywamy zielone artykuły żywnościowe, zielone warzywa, w rzeczywistości wytwarzamy z nich sok. Przeżuwając warzywa, czy surowy zielony pokarm, wyciskamy z nich sok roznoszony śluzówkami górnego układu pokarmowego, przez co wartości odżywcze są natychmiast biologicznie dostępne. Przenikają wprost na poziom komórkowy, gdzie stają się budulcem i katalizatorem. Musimy zrozumieć, że artykuły żywnościowe spełniające funkcje katalizatorów są wielokrotnie pożyteczniejsze niż pojedyncza witamina lub minerał. Zielone artykuły zawierają fitonutrienty, które wywołują chemiczne reakcje oczyszczające i odnawiające oraz zwiększają odporność. Kiedy uświadomimy sobie, że 95% Amerykanów konsumuje pokarm, który nie jest zdolny zapewnić zdrowego życia bez chorób, wtedy zrozumiemy ile dla nas znaczy taki zielony lek. Ale mówi się, że nie ma cudownego leku, ani żadnego plastra, który byłby dobry na wszystkie choroby. Jeśli jednak istnieje wspólny mianownik problemów, to ten, że 95 % cierpi na różne choroby w wyniku niedoboru tego specyficznego zielonego pokarmu. Jeżeli więc znaleźliśmy wspólną przyczynę chorób, to do odkrycia „wszechleku” pozostaje nam tylko mały kroczek !
Gdy mówimy o chlorofilu należy również wspomnieć o enzymach, które ludzkie ciało także bezwzględnie potrzebuje. Zielone produkty zawierają zarówno enzymy antyoksydacyjne, jak i trawienne. Zielona żywność zawiera kompleksy enzymów podobnych do tych, które powstają w naszym organizmie. Ten fakt staje się niezmiernie ważny, gdy uświadomimy sobie, że nasz organizm dysponuje tylko ograniczoną zdolnością produkowania tychże enzymów !
Ludzie bardzo często nie rozumieją istoty enzymów. Powinniście wiedzieć jedno: przez gotowanie i przetwarzanie żywności niszczymy enzymy, a jedynie surowy, niegotowany i niepasteryzowany pokarm je zachowuje. Nie istnieje lepsze źródło enzymów antyoksydacyjnych, jak i trawiennych, niż zielona żywność. Zielone artykuły żywnościowe, które zawierają chlorofil, mają nadmiar enzymów antyoksydacyjnych. A enzymy antyoksydacyjne, to te, które chronią roślinę przed uszkodzeniem słonecznym i przed konsekwencją ultrafioletowego i radioaktywnego promieniowania. Jak już wspomniałem wcześniej, te promienie są podobne do tych, przed którymi staramy się ochronić skórę podczas opalania. Tak samo jak słońce w nadmiernej dawce uszkadza naszą skórę, uszkadza i liście. Liście są natychmiast leczone i pokrywane ochronnymi proteinami.
Główną funkcją chlorofilu jest reagowanie na słońce i jego szkodliwe oraz dobroczynne promienie. Dlatego ma on do dyspozycji cały arsenał enzymów, które chronią roślinę. Aby móc wyobrazić sobie jaką siłę posiada chlorofil, jak bardzo przyciąga słońce, będziecie potrzebowali lupy. A nawet trzech lup i trzech kartek papieru – zielonej, czarnej oraz białej. Gdy weźmiecie lupę i umieścicie ją między kartką papieru i słońcem, zorientujecie się, że zielony papier zapali się dwa razy szybciej niż czarny. To będzie chyba zaskoczenie dla tych, którzy przypuszczali, że to właśnie czarny papier będzie najbardziej przyciągał słońce. Każdy, kto kiedykolwiek przeszedł się po asfalcie bosą stopą, powie, że czarny kolor przyciąga ciepło. Jednak zielony kolor przyciąga promienie słoneczne najbardziej ze wszystkich kolorów, co można zilustrować za pomocą w/w prostego testu.
Kolejnym przykładem siły chlorofilu i zielonej żywności jest doświadczenie z lekcji biologii w szkole średniej. Wzięliśmy szklany klosz, a pod nim umieściliśmy świeczkę. Po krótkiej chwili świeczka wyczerpała prawie całą ilość tlenu i zgasła. Gdy powtórzycie to doświadczenie i pod kloszem umieścicie zwykłą roślinkę mięty, świeczka będzie palić się dalej a tlen nie zostanie wyczerpany. Taką siłę mają rośliny zielone a mikrokosmos na ziemi funkcjonuje podobnie.
Rośliny zielone dzięki chlorofilowi unieszkodliwiają produkty oddychania, palenia, spalin oraz wyziewów z kominów fabrycznych (przede wszystkim CO2 zamieniając go w dający nam życie tlen) Zarówno przez przyjmowanie do organizmu enzymów trawiennych i antyoksydacyjnych, jak i przez zwiększanie ich objętości, mamy szanse utrzymać potencjał własnych enzymów. Powiedzmy, że byłoby nam dożyć 120 lat pod warunkiem, że 75 % enzymów otrzymywalibyśmy z żywności, a 25 % enzymów wytworzyłby masz organizm na poziomie komórkowym. Dziś to wygląda jednak odwrotnie. W przybliżeniu 75 % enzymów, których potrzebujemy, nasz organizm produkuje własnym nakładem, a niecałe 25 % przyjmujemy w formie pożywienia. Przypuśćmy zatem, że z pokarmu uzyskujemy tylko 25 % enzymów, które powinniśmy przyjmować. Z tej uproszczonej kalkulacji wynika, że dożywamy tylko 25 % zakładanej długości życia (tzn. 70 do 80 lat). Jestem przekonany o tym, że dzięki konsumpcji zielonych artykułów żywnościowych, zawierających potrzebne do życia enzymy znacznie przedłużylibyśmy sobie życie. Każdy z nas powinien odrzucić złe nawyki żywieniowe, które wyczerpują zapasy naszych enzymów.
Czy wiecie, że kiedy oddychamy zanieczyszczonym powietrzem, nasze ciało błyskawicznie wytwarza enzymy, które zajmują się ewentualnym karcynogenem ? Podobna reakcja ma miejsce, gdy jemy gotowane, czy przetworzone produkty, które nie potrafią się same rozłożyć. Organizm sam wyprodukuje enzymy zdolne rozłożyć pożywienie. Kiedy przeżywamy stres prowadzący do uwalniania wolnych rodników, dlatego, że krzyczymy i tracimy nerwy, organizm momentalnie wytwarza enzymy, które sobie z tym radzą. Lecz pewnego pięknego dnia, gdy znów będziemy liczyć na swoje enzymy i zjemy coś rafinowanego na śniadanie, będziemy wdychać zanieczyszczone powietrze, napijemy się trochę chlorowanej wody i przeżyjemy te wszystkie małe stresy, które wyczerpią nasz zapas enzymów, nasze ciało powie” „Wiesz Ty co ? Enzymy już się skończyły. Nie trzeba było tak mnie obciążać!”
Od tego momentu zaczynamy nagle się starzeć, choroba zaczyna stanowić normalną część naszego życia, a na koniec umieramy. Pozwólcie więc, że powtórzę. Urodziliśmy się z potencjałem enzymów i ograniczoną możliwością ich wytwarzania. Bądźmy odpowiedzialni i spożywajmy pokarmy, które są zdolne samodzielnie się rozłożyć. Enzymy są więc katalizatorami naszego ciała. Są to twórcze proteiny, a organizm wytworzył każdy z nich, aby pełnił specyficzne funkcje, które są tak różnorodne i złożone, że nie jesteśmy w stanie zastąpić ich sztucznie otrzymanymi substancjami.”
*źródło: http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=musia 


A na dokładkę genialny wykład Viktorii Boutenko:

Ja niestety nie jestem na surowej diecie - jeszcze. Myślę że śmiało mogę powiedzieć, że jestem na 50%. Moim dużym sukcesem jak na tą chwilę jest to, że od początku lipca nie jem mięsa. Nie wykluczyłam jak dotąd z mojego menu jaj, sera i ukochanego chleba - z tym będzie mi trudno.  Nie czuję się z tego powodu źle. Wiem, że przyjdzie czas kiedy w naturalny sposób zrezygnuję i z tych artykułów. Cieszę się natomiast, że prawie codziennie piję zielone szejki. Zjadam wiele owoców i warzyw. Nieporównywalnie więcej niż np. rok temu.
Planuję posianie trawy pszenicznej a po przeczytaniu artykułu Macieja Musiałowicza również jęczmienia. Jak tylko się za to zabiorę, przedstawię na blogu fotorelację.
Gratuluję wszystkim surojadkom i życzę powodzenia wszystkim na dobrej drodze do naturalnego jedzenia :))

wtorek, 23 października 2012

Po audycji

Jestem świeżo po odsłuchaniu audycji w http://radionafali.com/sluchaj.html - http://spectrumrozwoju.com/. PODAM LINK JAK TYLKO SIĘ POJAWI. Już jest :)http://archiwum.radionafali.com/spectrum/Spectrum_2012-10-23.mp3
Audycja jak zawsze super. Są jednak sprawy z którymi nie mogę się całkowicie zgodzić. Dziewczyny (prowadzące) wspólnie stwierdziły, że afirmacje to właściwie kropla w morzu. Nie wystarczą aby coś zmienić w życiu. Ok, zapewne jest jeszcze wiele innych aspektów, którymi należy się posiłkować aby osiągnąć w życiu spełnienie i szczęście. Ja jednak uważam, że afirmacją jest każda nasza myśl, każde uczucie. Wyobrażenie swojej własnej osoby i otoczenia. Nikt nie powie mi, że jest inaczej. Mam to sprawdzone na sobie i to od dziecka.
Kiedy miałam naście lat bardzo podobało mi się mieszkanie mojej cioci. Pomyślałlam taż kiedyś takie będę miała. I co? Dwa lata temu przeprowadziłam się do podobnego, nieco większego lokum:)
Każda mała dziewczynka marzy o księciu z bajki. Ja zawsze wiedziałam - wyobrażałam sobie, że mój mężczyzna będzie wspaniały, jedyny i wyrozumiały. Mam!!! Od 17-stu lat:) Jestem z natury osobą, która lubi wprowadzać w życie swoje pomysły, tak o sobie myślę i to się sprawdza. Oczywiście albo raczej niestety nie zawsze myślę i wyobrażam sobie wszystko w pozytywach. Mam swoje gorsze dni a czasem miesiące. Ale gdzieś w moim przekonaniu wiem, że idę w dobrym kierunku. Pobieram lekcje, które mnie uczą, kierują na dobrą ścieżkę. Reasumując: w moim pojęciu afirmacje to nie tylko pisanie czy wypowiadanie wyuczonych tekstów. Afirmacje to każda myśl pojawiająca się w naszym sercu. To marzenia w głowie małej i dorosłej istoty. To wiara w swoje przekonania i swoją wartość.
Pewnie to w jaki sposób myślimy ma bardzo wiele wspólnego z naszym wychowaniem, ale wszyscy mamy poczucie własnego ja, własnej istoty i musimy życzyć sobie dobrze. Akceptować siebie. Wiem, że nie zawsze jest to proste. Los stawia nam na drodze różne poprzeczki, wysokie i niskie. Uważam jednak, że nigdy nie spotka nas nic z czym nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Jeśli mamy duży i bardzo skomplikowany problem to znaczy, że jesteśmy tak mocni, wielcy, że damy radę. Możemy sobie przepracować wiele historii. Medytacja, wyciszenie, oczyszczenie, uśmiech oraz pozytywne myśli, energia prosto z naszych serc ma ogromną moc!!!!

sobota, 20 października 2012

Pierwszy organ w naszym ciele

 Bardzo często w ostatnich kilku tygodniach dociera do mnie i potwierdza się to, czego bardzo sobie życzyłam. Chciałam aby tak było. Myślę, że nie tylko ja ale i większość ludzi.
Nauka jest ściśle powiązana z duchowością. Serce jest zaczątkiem wszystkiego.

Gregg Braden świetnie opisuje inteligencję i moc naszych serc. Intencja, myśl, uczucie które ma źródło w sercu jest przekazane za pośrednictwem mózgu do naszych komórek. Myśl ta ma ogromną moc, emanuje energią, ma wpływ na otoczenie.

wtorek, 16 października 2012

Afirmacja

Afirmacja (łac. affirmare, potwierdzać, zapewniać) – deklaracja, że dane twierdzenie jest prawdziwe
Afirmacja – w psychologii zdania wpływające na poziom samoakceptacji.
Afirmować siebie to stymulować rozwój osobisty, poprzez akceptację siebie. Afirmacja polega zazwyczaj na powtarzaniu pozytywnych twierdzeń na temat własnej osoby, co ma prowadzić do identyfikacji z ich treścią. Afirmacja jako psychotechnika wykorzystuje mechanizm autosugestii i medytacji w celu wzmacniania poczucia akceptacji u osoby ją stosującej.
*źródło: wikipedia.org


Zapraszam serdecznie do opublikowana swoich afirmacji. Dobrze jest zacząć od pisania swoich intencji w kajeciku. Potem czytanie ich w myślach z czasem na głos. Super efekty daje wypowiadanie ich patrząc na swoje odbicie w lustrze. Podzielcie się swoimi. Ważna jest forma takiej myśli. Wypowiadajmy afirmację w czasie teraźniejszym, dokonanym. Nie należy mówić, np. "Nie jestem nerwowa" lepiej: " Jestem spokojna, rozluźniona". Lepszy efekt przynosi afirmacja z użyciem swojego imienia i nazwiska, staje się bardzie osobista. Polecam stosowanie afirmacji odmieniając ją przez osoby. Często myślimy o sobie nie tylko jako "ja" ale "ona", "ty".
 Zazwyczaj piszę minimum 15 razy: 5x Ja,.....,
                                                                        5x Ty,......,
                                                                        5x Ona,......
Zmienia się dzięki temu postrzeganie nas przez nas samych ale i otoczenia. Pamiętajmy że myśl oddziałowuje na wszystkich obok nas i jeszcze dalej. A wraca ze zwiększoną mocą!!!
Idea jest dobra, przyłączcie się :)


poniedziałek, 17 września 2012

Wyłącz TV

Każdy idzie swoją ścieżką życia. Nie ma możliwości żyć cudzym życiem. Jeśli jesteś obserwatorem czyjejś historii to niestety stoisz w miejscu. Warto się zatrzymać, wysłuchać czyjejś opinii na dany temat ale tylko po to aby zastanowić się co ja o tym myślę. Czy teoria zasłyszana od kolegi, profesora, mamy czy jakiegoś pana z tv ma sens? Mamy intuicję, rozum, zdolność logicznego myślenia. Pracujmy na przyrządach które posiadamy. Pamiętajmy, że jeśli się czegoś nie używa to jest to zbędne. Jeśli nie korzystasz z kubka który posiadasz już bardzo długo to przy najbliższym "wielkim" sprzątaniu wyrzucisz go lub dasz komuś komu się może przyda. Jeśli nie będziesz chodził i wstawał z łóżka - twoje mięśnie zanikną. Więc co się stanie kiedy przestaniesz myśleć i ślepo zawierzać temu co mówią inni? Jeśli to ktoś bliski kto dobrze nam życzy, jest szansa że dobrze nami pokieruje ale czy nie lepiej samemu dojść do istotnych wniosków. To jest odpowiedzialność za siebie i otaczający nas świat. Nie dajmy zrobić z siebie baranów idących ślepo tam gdzie nam każą. Jesteśmy ludźmi, mamy ogromną moc i możliwości. Sami zdecydujmy czego i kogo chcemy posłuchać, jaki film zobaczyć, czego się nauczyć. No właśnie nauczyć. Większość, ja często też, po pracy, szkole czy jakimś wysiłku siada przed pudłem i wyłącza myślenie. To teraz takie popularne. Ale dlaczego? Myślenie nie boli a daje ogromna satysfakcję. Już kiedy byłam dzieckiem zdarzało mi się coś wymyślić, stworzyć jakiś wynalazek. Pamiętam dumę i ogromną radość. Jaka ja jestem mądra. Okazywało się potem że mój wynalazek już od dawna funkcjonuje na świecie i że odkrył to znaczący filozof, fizyk czy ktoś tam. Wcale nie miażdżyło to mojego obrazu o swojej doskonałości a wręcz przeciwnie. Jestem równie mądra jak człowiek uznany na całym świecie.  Wow, ale uczucie. Dużo lepsze niż to po obejrzeniu serialu. Apeluję: WYŁĄCZ TV, WŁĄCZ MYŚLENIE!!! Wsłuchaj się w siebie, myśl pozytywnie. Doszło do tego, że ludzie boją się wyrażać własne zdanie. Przecież od wszystkiego mamy specjalistów. Jeśli pani z muzycznego show powie że piosenka jest świetnie zaśpiewana to tak jest, nie ma znaczenia że mi się nie podobało? Pan w szkole powie, że 2+2=5 to tak jest mimo że mi wychodzi inaczej? To przecież też ludzie, mogą się pomylić ale mogą też celowo nas ogłupiać. Proszę wierzmy sobie, swojej mądrości bo każdy ją ma.
Życzmy sobie i innym jak najlepiej. Cieszmy się z sukcesów innych. Chciejmy znaleźć w sobie tą iskierkę, moc dzięki której możemy zdziałać cuda. Wybierzmy dobrą ścieżkę na swojej drodze. Ta pełną miłości i wiary w siebie i innych. Nie oglądajmy się na drogę wybrukowaną skandalem, plotką, wściekłością. Tego Wam i sobie życzę z całego serca!!!

czwartek, 13 września 2012

"Źródło wiecznej młodości"

Mam przed sobą książkę "Źródło wiecznej młodości", autor to Peter Kelder.

Jest to światowy bestseller, który opisuje pięć tybetańskich rytuałów. O co chodzi? Spróbuję coś nakreślić.
Jak długo jesteśmy zdrowi i dobrze się czujemy tak długo nie robimy nic aby o siebie zadbać. Niestety tak większość ludzi traktuje swoje życie, ciało, psychikę, duszę. Apeluję o branie odpowiedzialności za swoje zdrowie już dziś. Bez względu na obecny stan zdrowia, pogodę, liczbę zajęć i spraw do załatwienia. Każdy znajdzie 15 minut na tybetańskie rytuały!!! Ale do sedna!

W ciele człowieka znajduje się siedem ośrodków energii, można je określić jako wiry. Nazywa się je czakrami. Skupiają się one wokół gruczołów dokrewnych odpowiedzialnych za wszystkie funkcje organizmu, również za procesy starzenia. U zdrowego człowieka wszystkie te wiry obracają się z bardzo dużą prędkością. Dzięki temu energia życiowa przepływa przez układ hormonalny. Jeśli organizm choruje, wówczas jeden lub kilka wirów zwalnia i zaburza to przepływ energii. Aby odzyskać zdrowie i witalność należy przywrócić odpowiednią prędkości wirowania ośrodków energii. Aby uzyskać ten efekt należy wykonywać codziennie pewne ćwiczenie zwane rytuałami.


Bardzo ważne jest aby nie wykonywać odrazu 21 powtórzeń. Na pierwszy rzut oka ćwiczenia wydają się bardzo proste. Nie wolno jednak odrazu zawieszać poprzeczni tak wysoko. Najlepiej zaczynać od np. trzech powtórzeń każdego ćwiczenia. W kolejnym tygodniu cztery i tak co tydzień zwiększać tą liczbę aż do upragnionych 21 razy. Zachęcam gorąco do przeczytania książki gdyż są w nie opisane przeciwskazania dla osób z różnymi dolegliwościami. Znam osobę która z racji, że ćwiczenia są "proste", zaczęła odrazu od 21 powtórzeń. Skończyło się na znacznym pogorszeniu zdrowia. Człowiek ten zrezygnował gdyż osiągnął przeciwny skutek do zamierzonego. Proszę więc o ostrożność!!!
Bardzo istotną sprawą są rónież nasze myśli jakie " siedzą" nam w głowie podczas wykonywania rytuałów. Pamiętajmy więc o afirmacji i oddechu.
Na koniec postu, mądre słowa Platona: "Nie powinno się przystepować do leczenia części bez uzdrawiania całości. Nie powinno się podejmować leczenia ciała bez uzdrawiania duszy, i jeżeli głowa i ciało maja się mieć dobrze, trzeba zacząć od uzdrawiania umysłu. ...To największy błąd naszych czasów, że lecząc ludzkie ciało, medycy oddzielają je od duszy".

piątek, 7 września 2012

Moc mysli, moc czynów

Ostatnio bardzo skupiałam się na tzw. "swoim ogródku". Co powinnam zmienić w swojej diecie, najlepiej jeść na surowo, wprowadzić suplementy, więcej się ruszać, podziwiać otaczający mnie świat... To wszystko jest dobre, bo jeśli chcesz coś zmienić trzeba zacząć od siebie. Chcesz żyć w lepszym świecie to uczyń lepszym swój dom, dzielnicę, miasto... Jak to zrobić? Co ja, mała istotka mogę, przecież nie jestem mówcą, nie mam "medialnego" przebicia. Nawet gdybym miała taką możliwość to co powiem? Zatka mnie, schowam się za rogiem, nich inni mówią. Czy ktoś jeszcze myśli podobnie jak ja? Dziewczynka z filmiku mi zaimponowała http://www.youtube.com/watch?v=aYKB8fwJY04&feature=plcp
Nagle mnie olśniło. Wiedziałam przecież o tym od dawna. Każdy ma moc, każdy z nas jest cudem. Nasze możliwości są nieograniczone. Jeśli czegoś bardzo chcemy to tak będzie. Sprawdziłam to na sobie niejednokrotnie. Ale jak to ma się do całego świata? Przecież chcemy pokoju, chcemy aby dzieci na całym świecie były szczęśliwe. Czy możemy coś zrobić? Co ja, dziewczyna z małego miasta i z małą kasa mogę? Przecież nie rzucę wszystkiego i nie pojadę gdzieś daleko żeby pomagać innym. Nawet na bilet się nie uzbiera. Z drugiej strony niech ktoś inny się tym zajmie, mnie to przecież nie dotyczy. Przecież nie mogę rozwiązać problemów całego świata, mam swoje, małe czasem większe problemy. Klapki na oczy i sumienie zagłuszone. Czy tak, czy tak ma być? Dlaczego nie chcemy brać odpowiedzialności za nasz dom, świat, innych ludzi. Każdy może pomóc. Każdy ma taką możliwość. Jak? Moc naszych myśli jest nieograniczona. Jeśli będziemy myśleć pozytywnie, medytować, będziemy bardzo chcieć i wierzyć, że zmiany na świecie już się dokonują to tak będzie. Tak już się dzieje, czujecie to? Zbiorowa świadomość. Jeśli ktoś w naszym otoczeniu ma kłopot, walczy z chorobą albo ma przed sobą ważny i trudny egzamin to możemy mu pomóc poprzez myślenie o tym jak o wygranej. Należy przyjąć za pewnik że choroba jest wyleczona, egzamin zdany, problem rozwiązany. Dobrze jest wyobrazić sobie twarz i uczucie jakim emanuje osoba której właśnie się udało. Dobrze jest poczuć miłość i spełnienie całego świata. To w nas zwykłych ludziach jest wielka siła, nie w prezydentach, ich doradcach, politykach, właścicielach korporacji. W nas jest moc. Nie pozwólmy tego w sobie zagłuszyć.

Proszę o komentarze, co myślicie?

czwartek, 6 września 2012

Witamina C i medycyna komórkowa

     Znalazłam dziś fantastyczny filmik, który oglądałam popijając zielonego szejka z pietruszką. To właśnie ten napój zainspirował mnie do poszukania czegoś o Wit C. Pietruszka jak wiadomo posiada duże ilości tego super składnika.  http://www.youtube.com/watch?v=hIuQNIYXp-I&feature=relmfu
Wynika z niego prosta rzecz. Witaminy są nam niezbędne do życia. Ich źródłem są żywe, świeże warzywa i owoce!!!
    Fantastyczną sprawą jest to, że wiedza jaką obecnie zdobywam z różnych miejsc układa się w jedną całość. Jeśli o czymś słyszymy z kilku niezależnych źródeł staje się to bardzo wiarygodne. Dla mnie jednak najbardziej wiarygodna jest moja intuicja, która mówi mi że jesteśmy cudnie stworzeni. Masze ciało reaguje na każde zagrożenie. Moim zdaniem każda choroba jaka nas dotyka jest niczym innym jak objawem, skutkiem niedoborów. Może to być niedobór witamin, ruchu, kontaktu z drugim człowiekiem, rozmowy, słuchania, dotyku, zaszczytu kochania i bycia kochanym...... Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. Należy wsłuchać się w siebie. Otworzyć swój umysł i serce. Życie ma być proste i szczęśliwe a nie skomplikowane i trudne do "ogarnięcia". Dlatego lekiem na jakąkolwiek chorobę nie może być tabletka, zastrzyk czy jakaś inna chemiczna substancja, której prosty człowiek nie potrafi stworzyć. Każdy niedobór możemy sami zniwelować. Porozmawiać sami ze sobą, odpowiednio się odżywiać i emanować miłością a ona wróci ze zdwojoną siłą!!!
     Kilka dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w ciekawym spotkaniu. Prowadził je pan Jerzy Zięba, naturopata, hipnoterapeuta kliniczny. Było to pierwsze z cyklu spotkań. Organizatorem tegoż wydarzenia był pan Grzegorz ze sklepu http://wega24.pl/ a dowiedziałam się o nim z http://leczenieraka.blogspot.com/  gdzie warto zajrzeć!!! Szansa na rabacik w wega24.pl. Na spotkaniu zostaliśmy pięknie ugoszczeni. Ciasta z good cake - rewelacja, mniam :)

wtorek, 4 września 2012

Słońce gdzieś wschodzi a gdzieś zachodzi. Ktoś sie rodzi, ktoś odchodzi. Rośliny kwitną, więdną.... A ja gdzieś pomiędzy szukam ścieżki, drogi do poznania.